Przez ostatnie pięć tygodni moje wakacyjne poranki często zaczynały się od wejścia na teren szpitala psychiatrycznego.

Drugi rok z rzędu część wakacji przeznaczyłem na staż psychoterapeutyczny. Rok temu był to oddział dzienny. W tym roku — oddział stacjonarny Szpitala Klinicznego im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie.

Na początku było we mnie dużo niepewności i niewiedzy. Gdzie mam być? Jak rozmawiać z pacjentami? Kiedy zapytać, kiedy coś powiedzieć, a kiedy po prostu zostać i słuchać?

Z każdym dniem to miejsce stawało się coraz bardziej znajome. Rozmawiałem z pacjentami, współprowadziłem terapię grupową, psychoedukację i psychorysunek. Obserwowałem, próbowałem, czasem widziałem po fakcie, że mogłem zrobić inaczej.

Pamiętam jedną rozmowę, na którą przyszedłem z pomysłem, co mogłoby być pomocne. W trakcie odłożyłem ten pomysł. Nie dlatego, że był zły, tylko dlatego, że w spotkaniu terapeutycznym ważne było wtedy coś innego.

To zostało ze mną. Nie każda dobra myśl musi od razu stać się działaniem.

W szpitalu spotkałem ludzi w bardzo różnych momentach życia. Cierpiących, wycofanych, pobudzonych, zagubionych. Mierzących się z kryzysami psychicznymi, uzależnieniami, często z bardzo trudnymi historiami.

I wielokrotnie wracało do mnie coś prostego: jak ważne jest, żeby człowiek nie został sprowadzony do diagnozy czy zachowania, które akurat widzimy. Żeby ktoś go wysłuchał. Dał mu tyle wpływu, ile w danej sytuacji jest możliwe. Potraktował z szacunkiem.

Po ludzku.

Bardzo odnalazłem się też w pracy z grupami i we współprowadzeniu. Przez lata jako trener byłem przyzwyczajony do samodzielnego prowadzenia. Tutaj prawie zawsze ktoś był obok.

Uczyliśmy się od siebie, uzupełnialiśmy, czasem mieliśmy inne tempo i pomysły, czasem trochę się ścieraliśmy. Ktoś zauważał coś, czego ja nie widziałem. Mogłem zrobić krok w tył, złapać oddech, a potem wrócić.

Zobaczyłem, jak bardzo brakuje mi pracy w zespole.

Na co dzień pracuję jako trener i mentor wokół LinkedIna, komunikacji i rozwoju marek. Równolegle rozwijam praktykę psychoterapeutyczną i pracę z grupami.

Widzę, że te doświadczenia się przenikają. W szkoleniach i mentoringach częściej najpierw słucham, zanim coś zaproponuję. Bardziej sprawdzam, czego potrzebuje człowiek, z którym pracuję.

Bo nawet dobra strategia niewiele znaczy, jeśli gubi człowieka, który ma ją później realizować.

Kończę ten staż z dużą wdzięcznością ❤️ dla pacjentów, psychologów, zespołu oraz innych stażystów i stażystek.

I z poczuciem, że miejsce, do którego wszedłem z dużą ilością „nie wiem”, opuszczałem już z większym spokojem:

„Mogę tutaj być”.

A Wam co pomaga być z drugim człowiekiem, kiedy nie wiecie jeszcze, co powiedzieć albo zrobić?