Wracam myślami do urlopu. 3,5 tygodnia jazdy przez Norwegię. Z namiotem i mapą. Bez sztywnego planu. Z codziennym wieczornym pytaniem o jutro. Gdzie dalej.
Ze stałym rytmem dnia. Pobudka, śniadanie i kawa. Owsianka i przekąski do plecaka. Wyjście na hike. Powrót. Szukanie miejsca na nocleg. Czasem camping. Czasem dziko. Kolacja. Sen. Pełna regeneracja. I od nowa.
I mam masę przemyśleń. Jeszcze więcej zachwytów i pragnień.
A dziś tylko o kilku. Bardzo przyziemnych. Zaskoczyły i zachwyciły mnie:
1. przewidywalność i stabilność cen. Spaliśmy na bardzo różnych kempingach. Tych bardzo popularnych przy największych atrakcjach jak Besseggen, Preikestolen, czy Melkevoll - wg niektórych najpiękniejszy kemping w Norwegii. Zgodnie z opisem: Melkevoll Bretun is a camping in nature surrounded by glaciers, mountains and waterfalls. Spaliśmy też na bardzo mało popularnych miejscach. I zawsze płaciliśmy mniej więcej tyle samo. Zero zaskoczenia. Parcela z prądem - około 390 - 450 koron.
2. Płatne prysznice - w zdecydowanej większości miejsc prysznic był płatny. I moim zdaniem kompletnie nie chodzi o kasę. Cena stała: 10 koron. Czasem 4 minuty. Czasem 5. Ale właśnie chodzi o ten czas, po którym wyłącza się woda. Efekt … nikt nie korzystał z prysznica jako miejsca do wygrzewania się. Do stania pod lejącą się wodą. Po prostu. Zmocz się, namydlij i spłucz. I wyjdź. Dzięki temu nawet na największych kempingach nie było problemu z kolejką pod prysznic. No i oszędność wody.
3. Dbanie o czystość. To mnie kompletnie zachwyciło. W każdej kabinie prysznicowej stała zawsze ściągaczka do podłogi z zachętą do posprzątania po sobie. Efekt … ani razu nie trafiłem na brudną łazienkę.
I tak bardzo marzę o tym, abyśmy budowali społeczeństwo, które myśli o innych.
Marzę o świecie, w którym hasło „leave nothing behind” będzie nie tylko dotyczyło outdooru. Swoją drogą zachwyciło mnie rozwiązanie w schronisku z zachętą do tego, aby zabrać swoje śmieci.
Czy uda się tak w Polsce?
Ze stałym rytmem dnia. Pobudka, śniadanie i kawa. Owsianka i przekąski do plecaka. Wyjście na hike. Powrót. Szukanie miejsca na nocleg. Czasem camping. Czasem dziko. Kolacja. Sen. Pełna regeneracja. I od nowa.
I mam masę przemyśleń. Jeszcze więcej zachwytów i pragnień.
A dziś tylko o kilku. Bardzo przyziemnych. Zaskoczyły i zachwyciły mnie:
1. przewidywalność i stabilność cen. Spaliśmy na bardzo różnych kempingach. Tych bardzo popularnych przy największych atrakcjach jak Besseggen, Preikestolen, czy Melkevoll - wg niektórych najpiękniejszy kemping w Norwegii. Zgodnie z opisem: Melkevoll Bretun is a camping in nature surrounded by glaciers, mountains and waterfalls. Spaliśmy też na bardzo mało popularnych miejscach. I zawsze płaciliśmy mniej więcej tyle samo. Zero zaskoczenia. Parcela z prądem - około 390 - 450 koron.
2. Płatne prysznice - w zdecydowanej większości miejsc prysznic był płatny. I moim zdaniem kompletnie nie chodzi o kasę. Cena stała: 10 koron. Czasem 4 minuty. Czasem 5. Ale właśnie chodzi o ten czas, po którym wyłącza się woda. Efekt … nikt nie korzystał z prysznica jako miejsca do wygrzewania się. Do stania pod lejącą się wodą. Po prostu. Zmocz się, namydlij i spłucz. I wyjdź. Dzięki temu nawet na największych kempingach nie było problemu z kolejką pod prysznic. No i oszędność wody.
3. Dbanie o czystość. To mnie kompletnie zachwyciło. W każdej kabinie prysznicowej stała zawsze ściągaczka do podłogi z zachętą do posprzątania po sobie. Efekt … ani razu nie trafiłem na brudną łazienkę.
I tak bardzo marzę o tym, abyśmy budowali społeczeństwo, które myśli o innych.
Marzę o świecie, w którym hasło „leave nothing behind” będzie nie tylko dotyczyło outdooru. Swoją drogą zachwyciło mnie rozwiązanie w schronisku z zachętą do tego, aby zabrać swoje śmieci.
Czy uda się tak w Polsce?