Niespodziewane utknięcie w Azji pokazuje,
że moja praca nie ma większego znaczenia.

Każdy strajk pracowników wywożących odpady komunalne przypomina, jak bardzo przeceniamy swoją rolę i jak słabo doceniamy pracę ludzi na pierwszej linii frontu.

Nie wierzysz?

W XXI wieku strajki we Włoszech i Francji zamieniły ulice w apokaliptyczne wysypiska – tony gnijących, cuchnących odpadów zalały ulice.

Przepełnione kubły piętrzyły się jak góry śmierci przez dni i tygodnie, a mdlący fetor wisiał nad miastami jak toksyczna mgła.

W desperacji mieszkańcy podpalali sterty odpadów, co tylko potęgowało smród i chaos. Istniało realne ryzyko zamieszek i epidemii.

Spanikowane władze – za pomocą kija i marchewki – próbowały nakłonić strajkujących do powrotu do pracy.

A teraz wyobraź sobie strajk marketerów i innych kolekcjonerów statuetek z LinkedIn?

Co on zmienia?
Kto go zauważy?

Bosze… jak ja się cieszę, że nie jestem już dyrektorem marketingu.

Na LinkedIn ludzie wierzą, że o wartości pracy świadczą statuetki i zasięgi.

Niestety nie jestem lekarzem, policjantem, strażakiem, hydraulikiem ani elektrykiem.

Moja praca jest przezroczysta i nieistotna.
Gdy przestanę ją wykonywać, nie stanie się zupełnie nic. Zero.
A już na pewno nic złego.

Przy okazji polecam Wam książkę “Praca bez sensu” Davida Graebera.

Wykonuję bullshit job. A Ty?

Przyznasz się, czy będziesz udawać, że świat bez Ciebie nie wytrzyma?:)