Kinga Szostko robi coś, czego nikt inny nie chce się podjąć. Codziennie nurkuje w szambie, które dla niepoznaki zwane jest mediami społecznościowymi.
Monitoruje socjale, szczególnie TikToka, szukając w nich wszystkiego, co może zaszkodzić dzieciom.
Lektura jej postów jest dla rodziców jak nagły upadek z orbity i wylądowanie twarzą na powierzchni obcej planety.
Ale nie na Marsie, po którym spacerował wesoły Matt Damon w filmie „Marsjanin”, tylko na planecie rodem z chorej wyobraźni zboczonego scenarzysty.
Najgorsze jednak jest to, że historie opisywane przez Kingę Szostko są jak najbardziej prawdziwe.
I co szczególnie bulwersujące, dotyczą dzieci.
Niektóre jej posty są tak drastyczne, że po ich lekturze człowiek ma ochotę wstać, zamknąć laptopa i wyjść z domu, żeby to rozchodzić.
___
Patrząc od strony zasięgów, reakcji i innych oznak zainteresowania treściami, Kinga Szostko robi to znakomicie.
Dzięki jej pracy rodzice mogą wreszcie przejrzeć na oczy, wyjść ze swojej bańki i zajrzeć do świata, który (ich zdaniem) w ogóle nie istnieje.
Nawet jeden post z jej profilu może sprawić, że rodzic zainteresuje się tym, co klika jego dziecko, kiedy mówi, że „to jest mi potrzebne na jutro do szkoły”.
Dlatego znalezienie pomysłu na ulepszenie tego, co świetnie u Kingi działa, nie było proste.
Ale zacznijmy od początku.
(dalszy ciąg: w artykule)
Monitoruje socjale, szczególnie TikToka, szukając w nich wszystkiego, co może zaszkodzić dzieciom.
Lektura jej postów jest dla rodziców jak nagły upadek z orbity i wylądowanie twarzą na powierzchni obcej planety.
Ale nie na Marsie, po którym spacerował wesoły Matt Damon w filmie „Marsjanin”, tylko na planecie rodem z chorej wyobraźni zboczonego scenarzysty.
Najgorsze jednak jest to, że historie opisywane przez Kingę Szostko są jak najbardziej prawdziwe.
I co szczególnie bulwersujące, dotyczą dzieci.
Niektóre jej posty są tak drastyczne, że po ich lekturze człowiek ma ochotę wstać, zamknąć laptopa i wyjść z domu, żeby to rozchodzić.
___
Patrząc od strony zasięgów, reakcji i innych oznak zainteresowania treściami, Kinga Szostko robi to znakomicie.
Dzięki jej pracy rodzice mogą wreszcie przejrzeć na oczy, wyjść ze swojej bańki i zajrzeć do świata, który (ich zdaniem) w ogóle nie istnieje.
Nawet jeden post z jej profilu może sprawić, że rodzic zainteresuje się tym, co klika jego dziecko, kiedy mówi, że „to jest mi potrzebne na jutro do szkoły”.
Dlatego znalezienie pomysłu na ulepszenie tego, co świetnie u Kingi działa, nie było proste.
Ale zacznijmy od początku.
(dalszy ciąg: w artykule)